Optymistę spotyka w życiu tyle samo niepowodzeń i tragedii, co pesymistę, ale optymista znosi to lepiej.
Sytuacja I :
Idziemy do restauracji z prośbą o sponsoring/wsparcie jakiejś inicjatywy.
-Dzień Dobry
-Dzień Dobry
-Chciał bym poprosić o wsparcie takiego przedsięwzięcia, tutaj wszystkie dokumenty…..[…]
-Nie wspieramy tego typu imprez
-To nie, Do widzenia
Sytuacja II:
Idziemy do restauracji z prośbą o sponsoring/wsparcie jakiejś inicjatywy.
-Dzień Dobry
-Dzień Dobry
-Chciał bym poprosić o wsparcie takiego przedsięwzięcia, tutaj wszystkie dokumenty…..[…]
-Nie wspieramy tego typu imprez
-A może jednak (uśmiech)
-Niestety nie
-Bardzo dziękuje za wysłuchanie mojej propozycji (uśmiech), miłego dnia
-Nie wychodź, poczekaj, OK. wchodzimy w to.
Co odróżnia te dwie sytuacje ? W drugiej sytuacji właściciel restauracji zobaczył w nas optymizm, energię i wdzięczność – zauważył że takiej osobie można zaufać.
Naukowo udowodniono że łatwiej odnieść sukces gdy jest się optymistą. Prezesi dużych firm, prezesie wielkich marek byli optymistami dzięki temu osiągnęli własne szczyty. Ale co to jest ten optymizm ?
Optymizm (z łac. optimum - najlepiej) jest przeciwieństwem pesymizmu. Podkreśla stosunek do życia w którym świat postrzegamy przede wszystkim jako pozytywne miejsce, jako coś dobrego. Optymiści generalnie postrzegają ludzi i zdarzenia jako dobre. Mają tak zwany "pozytywny" stosunek do życia, wierząc w to, iż rzeczy z czasem ułożą się poprawnie.
Druga sytuacja:
Jesteśmy na zakupach w biedronce, podchodzimy do kasy, kasjerka pracuję na 2 etaty, jest samotną matką (dwójka dzieci) haruje 12 h za marne grosze, jest zmęczona bo mało śpi praca-dom-opieka nad dziećmi. Wydając nam resztę dała 2 złote za mało.
a) Część ludzi zacznie krzyczeć, oskarżać o złodziejstwo, wezwie kierownika, złoży doniesienie do dyrekcji a sama kasjerka zostanie zmieszana z błotem
b) Druga cześć ludzi powie: nic się nie stało, nie ma problemu, miłego dnia.
Ta sama sytuacja te same warunki tylko różny sposób patrzenia. Ale czy drugi nie jest lepszy ? Pani kasjerka się uśmiechnie bo życzyliśmy miłego dnia, my jesteśmy zadowoleni z zakupów i każdy jest szczęśliwy. W sytuacji a my się denerwujemy, kasjerka się denerwuje i ludzie w kolejce się denerwują bo czekają.
Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jak wielką siłę ma optymizm i uśmiech. Uśmiechem można zdziałać cuda. Gdy by wszyscy byli pozytywnie nastawieni do siebie nawzajem życie było by piękne. Wyobraźcie sobie: Pani w sklepie z uśmiechem kasuję nam zakupy, ktoś podchodzi może pomóc nieść ?, ktoś krzyczy dzień dobry oczywiście z uśmiechem – jest kolorowo i pięknie.
Ktoś powie: ale jak ja mam się uśmiechać ? Dostałem jedynkę, dziewczyna mnie zostawiła i nie mam pieniędzy. Tylko wtedy sami sobie wynajdujemy sobie problemy i patrzymy punktowo. ( Narysujcie na zwykłej kartce a4 (białej) kropkę czarną, teraz spójrzcie na tą kartkę spojrzycie od razu na kropkę w życiu tak kropka jest problemem a biała kartka innymi rzeczami które dają radość z życia i mimo że jest ich dużo dużo więcej to zauważamy kropkę na tej kartce) A może lepiej powiedzieć uśmiecham się bo: mam co zjeść, wiem że będę miał gdzie się przespać wieczorem, nie muszę pracować w niewoli, żyję w wolnym kraju. W takim myśleniu pomaga Kamyk wdzięczności jeśli ktoś jest zainteresowany tematem kamyka wdzięczności proszę pytań na: Kozikowski.piotr@gmail.com
Znam wiele osób które cieszą się życiem lecz przedstawiając je pomyślicie: ale oni mają fajny dom/znajomych i takie tam. Chce wam przedstawić sylwetkę Nicka Vujicica. Gdy Nick się urodził, żaden lekarz nie był wstanie wytłumaczyć dlaczego urodził się bez rąk i nóg. Nick nie był akceptowany w szkole, jego rówieśnicy go poniżali i mu dokuczali. W wieku 8 lat chciał popełnić samobójstwo
„Ze wszystkich rzeczy których nie mogłem w życiu mieć najbardziej bolesne było to, kiedy widziałem na plaży ludzi, którzy trzymają się za ręce. Wiecie co wtedy myślałem? Że ja nigdy nie będę mógł trzymać swojej żony za rękę.”
Przełomowym momentem w jego życiu był dzień w którym jego matka pokazała mu artykuł w którym była opisana historia osoby niepełnosprawnej która cieszy się życiem. Nick od tej pory zaczął wierzyć w siebie i patrzeć poza horyzonty. Zrozumiał że życie jest darem
Ten człowiek motywuje tysiące ludzi na całej kuli ziemskiej. Prowadzi seminaria i szkolenia motywacyjne. Jedno ze swoich seminarium nazwał: Bez rąk, bez nóg bez zmartwień. Prowadzi również organizacje: Życie bez kończyn
Sukces Nicka polegał na tym iż przełamał stereotypy zaczął wierzyć w siebie i… stał się optymistą. Widział świat w kolorach.
,,Nick mówi też, aby skupiać się na tym co masz a nie na tym, czego nie masz. Zbyt wiele osób na świecie koncentruje się nad tym czego w ich rozumieniu im brakuje, wprowadzając się w negatywny stan emocjonalny, który czyni ich życie bezcelowym. Kluczem jest złapanie się tego, co jest w Tobie wyjątkowego i na tym budowanie całej reszty. Budowanie siły, dzięki której będziesz robić wielkie rzeczy.’’
Jeśli osoba bez rąk i nóg potrafi wierzyć w siebie, być optymistą i widzieć dobre aspekty życia to DLACZEGO TY MAIŁBYS NIE POTRAFIĆ ?
Było już na blogu ale jeszcze raz:
wtorek, 22 marca 2011
wtorek, 15 marca 2011
Ediego Pyrka poznałem 4 miesiące temu, uważam go za fantastycznego człowieka który jest wszechstronnie uzdolniony.
Dziś zapraszam was do przeczytania Felietonu Ediego:
Dziś zapraszam was do przeczytania Felietonu Ediego:
Moja szanowna lepsza połowa przyszła do mnie i powiedziała, żebym napisał felieton o czasie. Odparłem, że nie mam czasu. A ona mi na to (bo żony mają jakąś genetyczną zdolność posiadania ostatniego słowa); żebym się nie wygłupiał. A ja no to, że się nie wygłupiam. A ona… (jw.).Moja szanowna lepsza połowa przyszła do mnie i powiedziała, żebym napisał felieton o czasie. Odparłem, że nie mam czasu. A ona mi na to (bo żony mają jakąś genetyczną zdolność posiadania ostatniego słowa); żebym się nie wygłupiał. A ja no to, że się nie wygłupiam. A ona… (jw.).
Więc... – wiem, wiem kochanie, że zdania się nie zaczyna od więc – tak więc po dłuższym zastanowieniu postanowiłem napisać coś o czasie, szczególnie że czas ma to do siebie, że jest towarem bardzo dziwnym. I względnym.
Na przykład taka Etiopia. Też dziwny kraj. Teraz jest tam rok 1999. Jadąc tam na wakacje, cofamy się w przeszłość. Młodniejemy. Jesteśmy piękniejsi, mamy jeszcze włosy i własne zęby. I jeszcze nam się chce. Jak tam byłem, pisałem do ludzi listy i najbardziej bawiło mnie pisanie do tych ludzi, których jeszcze nie znałem, gdy byłem w Etiopii – czyli kiedy do nich pisałem, to ich jeszcze nie znałem. Trochę to skomplikowane, ale… uwierzcie mi, miałem niezłą zabawę.
Szczególnie wtedy, gdy zacząłem się zastanawiać, jak bym postąpił, gdybym wiedział to, co wiem kilka lat później. Czyli co by było, gdybym znał konsekwencje moich działań? Wtedy na pewno nie zamówiłbym tej pizzy co ostatnio.
Czyli czas w Polsce i czas w Etiopii nie jest tym samym. To samo jest z podróżami na drugi koniec świata (jakby świat miał koniec) – i ta słynna różnica czasu, której nigdy nie zrozumie taki miś o małym rozumku jak ja.
Bo gdy na ten przykład jestem na Kamczatce, a tam jest jakieś 12 godzin później niż w Polsce, i dzwonię do domu z tej Kamczatki, to tam, gdzie jestem, jest dziś, a w Polsce jest jeszcze wczoraj. I jeślibym z tej Kamczatki mógł się w sekundę przenieść do Polski, to byłbym wczoraj w Polsce i rozmawiałbym przez telefon ze sobą w jutrze. I co najważniejsze – co miałbym sobie do powiedzenia?
Tak kochanie, kiedy mówię do siebie, to mam wrażenie, że jestem na Kamczatce…
Ale najbardziej to lubię czas u Indian. Bo u nich obowiązuje Indian Time (czyli „czas indiański”), który rządzi się swoimi własnymi prawami.
Po pierwsze – ten czas jest zależny od duchów, a nie od zegarków. Bo jeśli duch ci powie, że nie masz być o tej godzinie, tylko o innej i w całkiem innym miejscu, nie dyskutujesz, tylko idziesz gdzie indziej i kiedy indziej.
Po drugie – na Indian Time mają też wpływ sny i wizje. Bo jak taki Indianin ma wizję i w tej wizji jest orłem, a potem już nie jest orłem, tylko Indianinem zmywającym naczynia, to ten czas, który spędził jako orzeł, jest bardziej realny niż czas przy zlewie. Co jestem w stanie zrozumieć. Czas przy zmywaniu naczyń nie jest dla mnie czasem realnym. I bardziej liczy się go ilością talerzy niż ruchem wskazówek.
Czas już kończyć, więc… tak kochanie powiem to, co mnie naprawdę wkurza… Tak, tak kochanie… najbardziej mnie wkurza, jak ludzie mówią, że czas to pieniądz.
Bo czas to nie pieniądz. Czas to ilość naczyń do umycia, czas to okres między tym, co powie ci jeden duch a drugi, czas to to, co się dzieje, gdy na Kamczatce moczysz się w gorącym źródle u stóp wulkanu, a śnieg pada ci na głowę. Czas to to, co się dzieje między ludźmi.
Mówiąc, że czas to pieniądz, zabijamy czas i nie pozwalamy, by duchy mówiły do nas w snach. I dlatego właśnie nie mam zegarka.
niedziela, 6 marca 2011
Wspólnie ze znajomym założyliśmy studio graficzne. Wcześniej każdy z nas działał na własną rękę, postanowiliśmy połączyć siły aby zaoferować usługi na najwyższym poziomie, ale zarazem po najniższych cenach.
Jako że ruszamy, dla pierwszych 10 klientów 50% zniżki na wszystkie usługi !!!
ZAPRASZAM :) - www.regart.com.pl
Jako że ruszamy, dla pierwszych 10 klientów 50% zniżki na wszystkie usługi !!!
ZAPRASZAM :) - www.regart.com.pl
środa, 2 marca 2011
Po przeczytaniu książki Kamila Cebulskiego - Efekt Motyla zacząłem interesować się tą postacią. Jest to najmłodszy milioner w Polsce. W Liceum zarabiał dużo więcej niż swój dyrektor.
Szperając w internecie natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł autorstwa tego biznesmena:
Tekst pochodzi ze strony www.kamilcebulski.pl
Szperając w internecie natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł autorstwa tego biznesmena:
Kształtowanie nie uczenie
W szkole może uczą, ale zapominają kształcić, albo jeżeli już kształcą to robią to źle. Chociaż nie do końca źle, tzn. robią to dobrze, bo kształt człowieka po ukończeniu szkoły wychodzi im taki jaki chcieli. Problem jest taki, że ten ukształtowany człowiek nijak nie nadaje się przeważnie do życia.
Najpierw założenia. Uczenie się to jest proces zdobywania wiedzy. Wiedzą jest np. dodawanie, pisanie, mówienie czy informacja o tym jak działa rakieta. Kształcenie natomiast pochodzi od słowa kształtowanie, a więc polega na wyrobieniu w człowieku pewnego systemu wartości, sposobu rozumowania, a przez to przewidywania. Rok temu pisałem na blogu, że my w ASBIRO nie uczymy, jest to całkowita prawda, przynajmniej staramy się nie uczyć. My natomiast kształtujemy, aby nasi “studenci” mieli bardziej pasującą do rzeczywistości hierarchię wartości.
Różnic w tym jakie kształty promuje Państwo w systemie szkolnictwa i tym co my kształtujemy jest dużo. Przykładowo w szkole kształtuje się postawę “gloria victis” – chwała pokonanym. My natomiast kształtujemy postawę “Vae victis” – czyli biada pokonanym. Oni uczą, że żadna praca nie hańbi, my wręcz przeciwnie, bo bycie prostytutką czy urzędnikiem nie jest wcale powodem do chwały. Oni mówią, że nie warto się wychylać, a my, że bycie przeciętnym jest uwłaczające. Oni o bezpieczeństwie, my o wolności. Oni o prawie, my o wartościach. Oni wydawanie, my oszczędzanie. Oni konsumowanie, my inwestowanie itp. Każda taka różnica to temat na oddzielony artykuł.
Od wielu lat powtarzam, że ludzie bardziej od edukacji w sensie zdobywania wiedzy potrzebują czegoś w rodzaju psychologa, który by ich odpowiednio ukształtował, gdyż wtedy będą podejmować właściwsze decyzje. Aby przestali nadawać wartość zbędnym rzeczom, a skupili się na tych najważniejszych.
Każdy z nas przyzna, ze rodzina jest dla niego ważna. Ten fakt zmusza nas do wielu działań. Wielokrotnie młodzi ludzie po studiach musieli wybierać. Zostać w kraju, zarabiać i żyć skromnie z rodziną lub zostawić rodzinę i wyjechać za granicę do dobrze płatnej pracy widząc się z rodziną raz na miesiąc. Ci co wyjeżdżają, argumentują to tym, że robią to dla rodziny, aby oni i ich dzieci nie musieli mieszkać z teściami w jednym małym mieszkaniu, aby odłożyć pieniądze, wybudować domek, skromny ale własny i mieć za co uczyć dzieci w dobrej szkole. Ci co zostają w kraju, swoją decyzję również argumentują tym, że robią to dla rodziny, że nie gonią za pieniędzmi i wygodami, ale chcą być z rodziną i spędzać z nią czas.
Zadziwiające jest to, jak dwie skrajnie różne decyzję można usprawiedliwić za pomocą tego samego argumentu. I to jest właśnie kształcenie. Wyrabianie systemu wartości jak najbardziej zbliżonych do realiów.
A co do rodziny, to rzecz jest prosta. Obowiązkiem mężczyzny jest zarobić na rodzinę, polować, a obowiązkiem kobiety jest dbanie o nią, a więc opiekować się ogniem, jak to miało miejsce dawno dawno temu. Jak zobaczycie męża w niewyprasowanej koszuli to źle pomyślicie o żonie, a jak zobaczycie ładne utrzymane i wysprzątane, ale 25 metrowe mieszkanie 5 osobowej rodziny to raczej mąż daje ciała. Koniec.
Problem jest to, że coraz więcej ludzi miłość do rodziny, rozumie przez kontekst romantycznych książek, jako okazywanie czułości i spędzanie czasu razem. Takie między innymi poglądy są przekazywane w szkole na lekcjach języka polskiego, gdzie chyba najwięcej lektur pochodzi z epoki romantyzmu. Pamiętacie “Cierpienia młodego Wertera”. Ależ ten Werter cierpiał i cierpiał. Trudno się dziwić, że Lotta nie chciała takiego lalusia. On by na pewno się nie poświęcił, aby zarobić pieniądze na jej utrzymanie. Mówił by za to dzieciom, że żyją w biedzie i nie stać ich na książki, ale za to, tata z mamą mogli się widywać codziennie i godzinami się przytulać. A przytulać oczywiście także dlatego, aby trzymać ciepło, bo cholera ich brała jak przynosili rozliczenie ze spółdzielni za ogrzewanie i nawet na tym by oszczędzali. No ale trudno się dziwić. Ludzie z biednych domów dla dzieci nie potrafią nawet rzucić palenia … . Są na moje źle ukształtowani, a po normalnemu, niewykształceni.
Oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że im więcej pieniędzy tym rodzina jest szczęśliwsza. Oczywiście istnieje złoty środek, ale ten środek jest raczej położony bliżej kilku milionów niż komunalnej kawalerki. W Ameryce 41% nowych małżeństw kończy się rozwodem. Z drugiej strony wśród rodzin milionerskich tylko 5% kończy się rozwodem. Tylko trzeba dodać, że 83% rodzin milionerskich była kiedyś rodziną biedną. Bo co się okazuje? Ano to, że to niekoniecznie ilość pieniędzy jest ważna w związku, co umiejętność bogacenia się. Albo inaczej. Te cechy człowieka, które powodują gromadzenie majątku jak: pracowitość, oszczędność, gospodarność, umiejętność przewidywania itp. powodują także szczęście w życiu rodzinnym.
Dziękuję wszystkim obecnym na MJM za przybycie, niedługo opublikujemy nagrania, a będzie co oglądać. Zapraszam teraz wszystkich na www.asbiro.pl, gdzie organizujemy Kurs Podstawowy dla każdego oraz Kurs MBA, jako studia podyplomowe. Co jak co, ale 150 naszych wykładowców, samych przedsiębiorców sprawia, że zmienia się kształt rozumowania każdemu naszemu studentowi.
Tekst pochodzi ze strony www.kamilcebulski.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)